O mojej drodze do szczęścia.
Blog > Komentarze do wpisu

W obronie homoseksualizmu.

"Dlaczego autorkę razi stosunek Kościoła katolickiego do homoseksualistów? Domyślam się, iż uważa, że KK potępia homoseksualistów, nie toleruje ich, chce zamykać w gettach, leczyć, kastrować itd. Otóż jest to bzdura. Kościół uważa czyn homoseksualny za grzech, tak samo jak grzechem jest kradzież, kłamstwo itd, sam homoseksualizm to co innego. Katolickie miłosierdzie właśnie najbardziej się w tym przejawia. Trzeba kochać człowieka, a nienawidzić grzech. Chodzi o oddzielenie człowieka od grzechu." Domyślam się, że to jest oficjalne stanowisko kościoła w tej sprawie. Jeśli tak, to oczywiście, że mnie razi. Już dokładnie wyjaśniam dlaczego.

Oddzielić człowieka od grzechu...
Zastanówmy się. Grzech to zdaje się czyn. ZROBIENIE czegoś, w tym przypadku złego, zabronionego przez prawo kościelne. Dobrze rozumiem?
Czyn może być zły, grzeszny, człowiek nie.
Czyn jest zły, człowiek dobry.

Oddzielić człowieka od czynu, od tego, co robi...
Człowiek tańczy. Spróbujcie oddzielić taniec od tancerza. Da się?
Tancerz może wprawdzie istnieć bez tańca, ale gdy nie tańczy, przestaje przecież być tancerzem. A czy taniec może istnieć bez tancerza? Taniec istnieje tylko wtedy, gdy tancerz tańczy.
Tancerz przestaje tańczyć - taniec przestaje istnieć.

Człowiek śpiewa. Spróbujcie oddzielić śpiew od śpiewaka. Czy jest to możliwe?
Śpiewak, który nie śpiewa, nie jest już śpiewakiem. Czy może istnieć sam śpiew, bez śpiewaka?

To nie jest takie proste z tym rozdzieleniem człowieka i tego, co on robi.
Przecież człowiek jest właśnie tym, co robi, co myśli, co czuje.
Czyny dobre i złe.
Kto i na jakiej podstawie określa, co jest czynem złym, a co dobrym?
Kto decyduje o tym, czy ja postępuję dobrze, czy źle? W sensie moralnym oczywiście.

Prawo kościelne. Teoretycznie powinien je ustalić sam Jezus Chrystus, bo to właśnie Jego nauki przyjął kościół za podstawę swojej działalności. To Jego słowa powinny być więc wyrocznią w prawie kościelnym. Jak również w wydawaniu wyroków.
O ile mi wiadomo, Jezus nic nie mówił na temat homoseksualistów. Ani pół słowa potępienia nie padło z jego ust.
Może dlatego, że Jezus w ogóle daleki był od potępiania kogokolwiek?

Kierując się zasadami zdrowej logiki, za czyn zły należało by uznać taki czyn, który sprawia, że poprzez to, że ja zrobię coś, ktoś inny doznaje szkody, cierpi, ponosi jakąś stratę itd.
To się wydaje logiczne. Jeśli kopnę kogoś w kostkę, to postąpię źle, bo tego kogoś zaboli. Swoim czynem wyrządzę tej osobie krzywdę. W związku z tym należało by przyjąć, że kopanie drugiego człowieka w kostkę jest czymś złym, jest grzechem.
To samo się może stać, jeśli kogoś oszukam, okłamię, obrażę, jeśli zniszczę lub zabiorę jego własność, itd.

I teraz coś, czego kompletnie nie rozumiem w stanowisku kościoła katolickiego dotyczącego homoseksualizmu i tego "grzesznego czynu" którego to się niby dopuszczają homoseksualiści (mam na myśli oczywiście akt seksualny).

Jeżeli dwie dorosłe osoby świadomie i dobrowolnie chcą uprawiać seks, bo się kochają, kto tu ponosi jakąkolwiek stratę lub szkodę?
Komu i w czym to przeszkadza?
Kto i na jakiej podstawie uznał, że to jest złe? To jest według mnie wbrew jakiejkolwiek logice.

Jak się mogę domyślać, chodzi o sam stosunek analny. Ponieważ nie może on w żaden sposób doprowadzić do zapłodnienia, kościół uznał go pewnie za zbyteczny i przez to zły.
Ale czy seks między dwojgiem ludzi, którzy się kochają, ma służyć zawsze tylko i wyłącznie zapłodnieniu? A nie może służyć na przykład umacnianiu więzi emocjonalnych w związku?
Czy dwoje dorosłych, kochających się ludzi nie może się kochać po prostu dla przyjemności?
Przecież uprawianie seksu bardzo zbliża do siebie partnerów. Tworzy się między nimi silna więź uczuciowa i łatwiej jest dzięki temu utrzymać związek w dobrej kondycji. Gdy jesteśmy blisko siebie, łatwiej jest kochać, rozumieć, wybaczać.
I mówię to jako żona z kilkunastoletnim stażem w bardzo udanym, szczęśliwym małżeństwie. Udane życie seksualne ma ogromny wpływ na całokształt związku.
Czy Bogu nie zależy na tym, żeby nasz związek był trwały i udany?
Czy na pewno nie możemy sobie pomóc w ten sposób, by nam się żyło lepiej? Byśmy mogli być dzięki temu lepszymi ludźmi, bardziej spełnionymi i szczęśliwymi?
Czy wiadomo, co sam Jezus mówił na ten temat?

Sam stosunek analny jest tak bardzo potępiany przez kościół.
Tymczasem z  seksem analnym wiążą się jedne z najpiękniejszych moich doznań erotycznych. Ja i mój mąż kochamy się czasem w ten sposób i mogę powiedzieć tylko tyle, że zawsze jest nam obojgu cudownie. Niezwykła bliskość, niezwykle intensywne doznania, niezwykła namiętność.
Ależ rozkwitło w nas wtedy uczucie! Miłość rozpaliła się tak, jak mało kiedy.
Czy jest w tym coś złego, że dwojgu dorosłym ludziom jest ze sobą dobrze? Gdzie tu szukać grzechu?
Skoro dzięki temu staliśmy się szczęśliwsi, skoro nasz związek rozkwitł, a przy okazji nikt przy tym nie ucierpiał w jakikolwiek sposób, to gdzie w tym szukać zła?
I przede wszystkim - po co w ogóle na siłę go tam szukać?

Moje odczucia są jednoznaczne - ani w seksie oralnym, ani analnym nie ma nic złego.
Dlaczego więc homoseksualiści nie mieli by się tym cieszyć tak, jak pary heteroseksualne?
Czy tylko dlatego, że nie będzie z tego dzieci?
Płodzenie dzieci na siłę to jakaś katolicka fobia. Po co?
Jestem w stanie zrozumieć, że aborcja jest złem. Sama jestem raczej przeciwniczką aborcji. Ale skoro mamy taką możliwość, by korzystać z antykoncepcji, to czemu tego nie robić? Przecież odpowiedzialność za życie drugiego człowieka, to też przejaw miłości.
Takie płodzenie dzieci bez opamiętania w momencie, gdy nas na to nie stać, gdy nie czujemy się na siłach, gdy nie mamy ochoty, to przecież brak odpowiedzialności.
I po co w ogóle mieszać jedno z drugim? Czy jak para heteroseksualna nie chce mieć dzieci, to też jest grzech? Czy jeśli nie chce mieć dzieci, to w ogóle nie powinna uprawiać seksu?
Cy to już nie jest przypadkiem znęcanie się nad ludźmi - wymaganie od nich rzeczy nie do udźwignięcia?
A kto powiedział, że wszyscy muszą chcieć być rodzicami? Może Jezus? Jakoś nie przypominam sobie, by mówił cokolwiek na ten temat.
Wszystko inne "dopowiedzieli" ci, co przyszli po nim.
To byli tylko ludzie i trzeba brać poprawkę na to, że mogli się pomylić w swych osadach, albo kierować nie do końca szlachetnymi pobudkami formułując prawo kościelne.

Trzeba też pamiętać o tym, że Jezus żył w czasach, w których nie było antykoncepcji. Nie znamy więc Jego stanowiska w tej sprawie. Może byłby jej zwolennikiem, a nie przeciwnikiem? Kto wie?

Homoseksualiści to zwyczajni ludzie. Ze swoimi zwyczajnymi ludzkimi potrzebami.
I tak, jak heteroseksualiści są różni. Jedni skaczą z kwiatka na kwiatek, zmieniają partnerów co chwilę, nie angażują się zbyt głęboko emocjonalnie w swoje związki.
Inni natomiast angażują się bardzo, są wrażliwi, stali w uczuciach, zdolni stworzyć trwały i stabilny związek z drugą osobą. A że tej samej płci? I co z tego?
Czy to ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie?
Jest na świecie wystarczająco dużo par heteroseksualnych, by przedłużyć ciągłość gatunku na naszej planecie. A i tak rozmnażamy się w nadmiarze.
Czy płeć jest więc w ogóle ważna dla miłości?
Czy nie ważniejsze są uczucia?
Czy nie ważniejszy jest sam człowiek? Jego dobro, szczęście?
Gdy poprzez jakiś czyn ktoś doznaje ewidentnej korzyści a nikt nie ponosi szkody, to ten czyn można w ogóle uznać za zły?
Czemu w tym wypadku tak się właśnie dzieje?
Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Wydaje mi się to bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące. To jakieś straszne nieporozumienie!

I jeszcze to głupie wytłumaczenie - nie jesteście źli, ale postępujecie źle.
Za to my jesteśmy ci dobrzy i gdy obiecacie, że nie będziecie już tak więcej postępować, to my łaskawie wam wybaczymy.
Tak, my jesteśmy ci lepsi... Ci, co wybaczają zło tam, gdzie go nie ma.

To dla mnie chore postawienie sprawy. Najpierw wmawianie komuś, że zrobił źle, podczas gdy on niczego złego nie zrobił, straszenie go, poniżanie, odtrącanie, wytykanie palcami, wymuszanie obietnicy, że się zmieni i zaniecha swojego "haniebnego postępowania", a potem przedstawienie siebie w pozycji tego lepszego, który wybacza tam, gdzie tak naprawdę nie ma nic do wybaczania.

Wyobraźmy sobie taką sytuację.
Dwóch mężczyzn, a byli to cudzoziemcy, weszło do restauracji i zamówiło piwo. Kelner przyniósł piwo i postawił na stole dwie butelki. Mężczyźni poprosili o szklanki.
Kelner wrócił z policją. Policja aresztowała mężczyzn pod zarzutem chęci wypicia piwa ze szklanek. Okazało się, że w tym kraju można pić piwo wyłącznie z butelek, a tych, którzy to prawo łamią, czeka kara.
Zaskoczeni i przerażeni mężczyźni próbują się bronić, tłumaczyć, że nie lubią pić piwa z butelek, wolą ze szklanek. Ale nikt ich nie słucha. Prawo to prawo. Pytają - ale co jest złego w piciu piwa ze szklanek? czy ktoś na tym cierpi? Czy ktoś doznaje krzywdy?
Nikogo nie obchodzą ich pytania i próby dochodzenia sprawiedliwości.
Słyszą tylko ciągle, że piwo trzeba pić z butelek, bo wszyscy tak piją i już.
Pytają, kto takie prawo ustalił? Okazuje się, że ktoś, kiedyś, gdzieś. Ale kto dokładnie, to nie wiadomo.
Mężczyźni mówią, że to nieprawda, że wszyscy ludzie piją piwo z butelek, bo w miejscu, z którego akurat przybyli, mnóstwo jest osób, które wolą pić piwo właśnie ze szklanek. I tam nikt się temu nie dziwi. Tam się to traktuje jako coś zupełnie normalnego. Tam się pije piwo po prostu na dwa sposoby - tak i tak.
Mają jednak pecha. W kraju, do którego przyjechali, z jakiegoś powodu nienawidzi się szklanek.
Kto pije piwo ze szklanek zasługuje na pogardę i potępienie.
Pytają więc mężczyźni - co w tej sytuacji mamy zrobić?
"Wszak jesteście przestępcami, Wasz czyn był grzeszny, jednak gdy wyrzeczecie się szklanek na rzecz butelek, my Wam wybaczymy. Wyrzeczcie się szklanek, a my darujemy Wam karę. Jesteśmy wszak miłosierni."


Tak, jakby było tu cokolwiek do wybaczania.
Najlepiej wymyślić przewinienie, którego nie było, a potem udawać, jacy to my dobrzy jesteśmy.
To coś, jak strażak podpalający ukratkiem stodołę, by potem mógł ją oficjalnie i z wielką pompą zgasić, a tym samym zapewnić sobie w wiejskiej społeczności status bohatera.
Hipokryzja.

Dokładnie to samo próbuje robić kościół z homoseksualistami.
Najgorsze jest to, że w kraju, gdzie prawie wszyscy piją piwo z butelek, i prawie wszyscy uznają szklanki za coś godnego potępienia, ludzie tacy, jak nasi cudzoziemcy nie mają racji bytu. Co mają robić? Kryć się ze swoimi szklankami gdzieś po kątach, uważając, by nikt ich nie przyłapał, nie nakrył?
Tak, przeważnie to właśnie robią, bo tylko to im pozostało.
Albo może mają w ogóle zrezygnować z picia piwa?
Tylko w sumie dlaczego?
Przecież każdemu, kto skończył osiemnaście lat wolno wypić piwo.
Czemu mają więc rezygnować z tej przyjemności? Bo ktoś się na nich uwziął o te szklanki?
Zabranianie ludziom picia piwa ze szklanek jest co najmniej tak samo nieuzasadnione i nielogiczne, jak zabranianie homoseksualistom uprawiania seksu. Na jakiej podstawie uważa się to za złe? Komu to w czymkolwiek szkodzi?

To wprost niewiarygodne, pod jaką presją muszą żyć homoseksualiści w takiej Polsce na przykład. Jeśli ktoś spróbuje mi zarzucić, że nieprawdę piszę, to wystarczy przejść się po szkołach choćby i zapytać dyrektorów, ilu z nich zatrudniło by nauczyciela homoseksualistę i otwarcie podało to do publicznej wiadomości rodzicom?
Znalazł by się chociaż jeden odważny?

Tragiczne jest to, że kościół zdominował w Polsce wszystko - politykę, szkolnictwo, sporą część mediów, wsadza swoje łapy gdzie się tylko da. Wykorzystując swoją władzę tworzy ogólny klimat społeczny w kraju.
"Prawda" głoszona w kościele jest prawdą jedyną i wszyscy - katolicy, czy nie katolicy, mają się temu podporządkować.
Gdy ktoś się przyzna publicznie, że jest gejem lub lesbijką, może zapomnieć o karierze na jakimkolwiek stanowisku publicznym.
Wyobrażacie sobie, by gej mógł otwarcie, nie kryjąc się ze swoją orientacją seksualną, zostać  w Polsce burmistrzem, prezydentem, księdzem?
Nawet, gdyby taki ksiądz wyznał, że wprawdzie jest gejem, ale żyje przecież w celibacie i tak pewnie nie uchował by się długo na parafii. Bo klimat, jaki kościół stworzył wokół homoseksualistów jest jednoznacznie negatywny.
Tak, jak pisałam wcześniej, nie tak łatwo oddzielić człowieka od jego czynów. Ludzie gdzieś podświadomie czują, że coś tu jest nie tak z tym rozdzieleniem, dlatego właśnie reagują w sposób jednoznaczny - homoseksualizm to zło, które należy tępić.
To straszne, bo gdyby nawet jakiś homoseksualista dobrowolnie wyrzekł się aktu seksualnego, to przecież nie napisze sobie tego na czole. Gdy się ujawni, w oczach innych jest po prostu homoseksualistą. Jest wrzucany do jednego wora razem z innymi. Nikt się nad nim nie roztkliwia. Nikt go nawet o to nie zapyta.
Już widzę statystycznego dyrektora szkoły, który dowiedziawszy się, że jeden z jego nauczycieli jest gejem, pyta przed wyrzuceniem go ze szkoły o to, czy uprawia seks, czy nie. I już widzę, jak się nad biedakiem lituje, gdy ten mówi, że nie.
Sytuacja wyglądałaby raczej tak - jesteś gejem, to won stąd! Nie będziesz, zboczeńcu uczył naszych dzieci!
Taka jest właśnie polska, katolicka rzeczywistość. I kto tu oddziela człowieka od jego czynu?
Gdyby faktycznie miało to miejsce, taki nauczyciel gej, czy nauczycielka lesbijka mogłaby spokojnie pozostać w szkole, dalej uczyć dzieci i być po prostu szanowaną osobą.
Wyobrażacie sobie w Polsce coś takiego?
Miłość i uczucia ludzi nie liczą się. Kościół w Polsce przerabia ludzi na bezmyślne automaty, które mają być bezwzględnie posłuszne dogmatom.
Liczy się forma, nie treść.

Co jest złego, pytam, w miłości homoseksualistów? Sam akt płciowy?
Gorszy, tylko dlatego, że trochę inny od powszechnie przyjętego?
A gdzie w tym wszystkim miejsce na uczucia? Na miłość po prostu?
Przecież każdy człowiek ma prawo do miłości! Każdy bez wyjątku!
Nie osądzajcie miłości bo nie macie takiego prawa.

Mówi się, że Bóg jest Miłością.
A więc jak Bóg może potępić Miłość?
Jak Miłość może potępiać Miłość?

O ile mi wiadomo, Jezus nie potępiał nikogo.
Jezus nie potępiał miłości w żadnym z jej przejawów. Nie dzielił jej na lepszą i gorszą, nie segregował, nie wartościował.
On po prostu mówił, żebyśmy się kochali. I abyśmy się doskonalili w tej niezwykle ważnej umiejętności akceptowania, kochania siebie i innych.

Proszę, nie leczcie ludzi z homoseksualizmu. Z tej "choroby" która nie jest chorobą.
Gdy dwoje dorosłych ludzi się kocha, płeć jest zupełnie nieistotna. Forma nie jest ważna. Liczy się treść.
Nie mówcie homoseksualistom, jak mają kochać. Oni potrafią kochać nie gorzej, niż Wy.
Zostawcie ich po prostu w spokoju.
Tak naprawdę nie jest ważne, kto, komu, co i gdzie wsadza.
Ważne jest tylko, by robił to z miłością.

piątek, 08 sierpnia 2008, marcelina.m

Polecane wpisy

  • O bezsilności.

    To, co kiedyś przeczytałam, skłoniło mnie do rozważań na temat tego, czym jestbezsilność.Pewna kobieta o nicku "Ella" napisała artykuł o tym, jak bardzo czuje s

  • Moje wspomnienia z regresji hipnotycznej.

    Bardzo trudno jest opisać doświadczenia tego typu. I choć dokonałam takiej próby, nie jestem z tego opisu zadowolona. Nie oddaje nawet w części faktycznych odcz

  • List pożegnalny (Gabriel Garcia Marquez)

    Gabriel Garcia Marquez, wybitny pisarz kolumbijski, autor m.in. słynnej powieści"Sto lat samotności", laureat Nagrody Nobla z 1982 roku - jest chory na rakalimf

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/08/08 06:36:48
Witaj Marcelino! Mój Boże! Chyba wcale nie spałaś ? :)
-
2008/08/08 11:03:49
Świetny tekst :) W ogóle całe podejście Kościoła do spraw seksu jest bardzo dziwne. Niestety, wpływa nie tylko na sposób traktowania homoseksualistów, ale tak samo związków heteroseksualnych, czy kobiet.
To bardzo prosty mechanizm. Kobieta służy do rodzenia dzieci. Wróć, do rodzenia chrześcijan :P Dlatego zabroniona jest antykoncepcja i aborcja, a seks można uprawiać tylko w związku małżeńskim. Pary, które nie chcą mieć dzieci nie powinny brać ślubu. Bo z kolei głównym zadaniem małżeństwa jest płodzenie dzieci. Jak najwięcej. Dlatego też zakazana jest masturbacja i homoseksualizm.
Tak jak piszesz, Marcelino, nie ma to nic wspólnego z odpowiedzialnością. Jest przeciw zdrowemu rozsądkowi, przeciw miłości i przeciw naturze.
Ale cóż, Kościół nadal tkwi w średniowieczu i prędzej Polska przestanie być katolicka, niż ta instytucja się zreformuje.
-
2008/08/08 13:03:17
Wlasnie, choroba...co za bzdura. Rozmawialam kiedys z wydawaloby sie madra, mloda dziewczyna z Polski, na dodatek z mojej wlasnej rodziny (bez wiezow krwi...ale obojetne) i podczas rozmowy o gejach wywalila mi wlasnie taki tekst, ze niby jej to nie przeszkadza (ciekawe jak moze to przeszkadzac?co za wspanialomyslnosc) ale sadzi, ze to rodzaj choroby...bylam zszokowana. nie spodziewalam sie takiej malomiasteczkowosci od tej dziewczyny. Nasze stosunki byly wtedy nacechowane walka o kazde slowo i probami poprawiania sie nawzajem...hehehe niezla atmosferka. Ale udalo nam sie jakos dojsc do siebie...bez dalszego drazenia kwestii gejow. Mimo to, wiem wiecej o niej...
-
2008/08/08 14:23:04
Cziwe!
Każdy dzień zaczynasz w ten sposób? Od zerknięcia na mój blog? :)))
Uważaj, bo się uzależnisz.
Spałam... trochę. Zresztą i tak nie zasnęłabym, gdybym nie wyrzuciła z siebie tego wszystkiego. Spało mi się wprawdzie krócej, ale za to jak dobrze :)
Uwolniłam się od tych wszystkich myśli i potem zasnęłam snem niemowlęcym.

Ja przepraszam, ale ja muszę się tak czasem wyżyć - w pisaniu, w malowaniu, w graniu - w czymkolwiek. Stworzyć coś po prostu. Napisać piosenkę, wiersz, jakiś tekst prozą, namalować coś, uszyć, zrobić artystyczny obiad mężowi, wyszaleć się w seksie - cokolwiek, byle by się wyżyć artystycznie. Taka już moja szalona natura. Jak się nie skreuję, to nie żyję :)
Po prostu nie mogę żyć nie tworząc ciągle czegoś nowego. Jak przez dłuższy czas jestem pozbawiona takiej możliwości, to czuję, że mnie energia twórcza rozsadza od środka, jakbym miała eksplodować od nadmiaru pomysłów.
Czasem to jest nawet męczące, ten wewnętrzny przymus tworzenia.
Myślisz, że wszystkie "anioły" tak mają? :)))

Ps. Pięknie napisałeś w swoim ostatnim komentarzu. Podpisuję się pod tym obiema rękami dosłownie i w przenośni (jestem oburęczna).
Buziak na dobry dzień. Marcelina
-
2008/08/08 19:08:55
Dziękuje Marcelinko, wstaję o 4 z minutami, całuję żonę i zaczynam myśleć o Tobie, potem poswięcam Ci czały czas w pracy. Po powrocie do domu opowiadam żonie o Tobie, a jak nie opowiadam to Ona wypytuje mnie o Ciebie. Potem spacerujemy po polach w naszej wsi i rozmyślamy o Tobie, a wieczorem zapraszam żonę do sexu i staramy sie to robic jak Ty z Twoim mężem. Podczas sexu mówie do żony Marcelino a Ona zakłada mi na łysine perukę. I tak wypełniamy nasze zycie Tobą, ino cholerka, nie śnisz mi sie jakoś! Co z tym zrobić? Mamy Cie "w kawałkach" na scianie, jeszcze nie całą, tyle ile nam "dajesz siebie", ale jeszcze sie do Ciebie nie modlimy :)))
-
2008/08/09 10:33:24
Marcelina - gratuluje tego (lekko postrzelonego, ale badz co badz) fana, tacy to oni chyba sa, z lekka szalency. Los sie do Ciebie usmiecha...;)
Milego wekeendu i nowych inspiracji,

na lagodne przebudzenie slucham sobie Antonio Carlos Jobim i napawam sie lekkoscia zycia....jeszcze gdyby nie te sterty wypranych ciuchow, ktore leza juz dobry tydzien w kacie (a kat tez duzy) - tak to jest jak sie za duzo dyskutuje o katolcyzmie i jego przejawach...:))))

Buff (czyt: Baff:)))
PS. nienawidze tego kodu z obrazka ponizej ponad wszystko...
-
2008/08/09 16:48:42
Buffalo66, jak chcesz to moge sie w Tobie zakochać, to takie proste i przyjemne. Tyko, co powie moja żona na tą 66 miłość ? ;)))
ściskam serdecznie - nienasycony - choć nie chemik, cziwe
-
2008/08/09 18:09:02
Cziwo, chetnie - odwiedz mnie na blogu i zostaw znak...swojej 66 milosci:))))
mam nadzieje, ze Marcelina nie bedzie zazdrosna;)
-
2008/08/12 22:24:39
Cziwe Kochany!
Czytając jeden z Twoich komentarzy powyżej prawie że się popłakałam ze śmiechu.
Uwielbiam Twoje poczucie humoru :)

Przepraszam, że się nie odzywałam, ale mąż kupił mi instrument i chwilowo wyżywam się w graniu a nie w pisaniu.
Mam nadzieję, że jak już sobie zwichnę i nadwyrężę wszystkie palce, to do pisania powrócę. Należało by "Erotyczną Marcelinę" odświeżyć, bo zakurzona już trochę.
Ale tyle się we mnie dzieje ostatnio, że sama nie wiem, za co się najpierw brać.
Wszystko na raz bym chciała, ale się tak nie da niestety ;(((

Masz rację, Buffallo. Taki Cziwelubro to skarb :)
Oczywiście, że będę zazdrosna ;)))
Uściski dla Was obojga! Marcelina
-
2008/08/13 08:44:31
Witam! Nie odzywałem się bo przeżywałem intelektualnie te Wasze ostatnie posty. Jestem nieco oszołomiony szczęściem jakie mnie spotyka tu.
Jestem człowiekiem skromnym i staram się być niezauważalny dla innych. Wielu uważa moją fizjonomię za obrazę wizerunku człowieka. Na wsi, tu gdzie mieszkam, często używają mnie do straszenia kur niosek, kiedy te strajkują. Bywa, gdy spojrzę na mleko w kankach to ono natychmiast kwaśnieje. Bardzo lubię filmy dramatyczne i horrory ale nie mam telewizora, więc staję przed lustrem i patrzę na siebie pyszna zabawa! Zazwyczaj kończy się tym, że się sam okaleczam i sam opatruję.
Mam też cechy niezwykłe, jest nią np. dotyk. Super delikatny wręcz nieziemski. Pracowałem całe swoje życie w pralni podając prześcieradła do magla. Spowodowało to nieziemską delikatność mych palców. Innym razem, pracowałem przez wiele lat w zakładach odzieżowych jako brygadzista maszyn szwalniczych. Pamiętam, że gdy szwaczki wyczuły tą moją niezwykłość, to podchodziły, często udając, że tej czy owej wpadło coś do oka i abym wyjął. Musiałem je w tej sytuacji dotykać. Muskałem delikatnie twarz w okolicach policzka i... każdorazowo delikwentka omdlewała na mych rękach. Potem długo leżała, przełykała cos w gardle, nerwowo i gwałtownie odwracała twarz w różne strony. Bardzo często kurczowo trzymały mnie za rękę. Musiałem jednak zrezygnować z tej pracy, bo padło mi na kręgosłup. Kiedy się rozniosło, że tak ładnie dotykam, zaczęły przychodzić szatniarki, panie z kuchni, sprzątaczki. Miały one wszystkie sporą nadwagę i podtrzymywanie ich rozwaliło mi dysk. To oczywiście tylko epizod z mego życia. Muszę kończyć bo pogłaskałem kota i on upadł. Cholera co z nim zrobić !?
-
2008/08/13 10:56:39
Cziwo!
widze, ze jestes osoba o wielu twarzach, mozliwosciach i do tego - co najwazniejsze masz poczucie humoru - zaproszenie na blog ponawiam i duzo sobie juz obiecuje - nawet bez dotyku:)
Pozdrawiam!
-
2008/08/13 14:37:56
buffalo,
dzięki z zaproszenie. musze sie uspokoic emocjonalnie, to zbyt wiele dla mnie na raz. jestem młodym chłopakiem o ogromnym sercu i wszystko biorę bardzo poważnie. Byłem już u Ciebie i popatrzyłem trochę przez uchylone drzwi... jest inaczej nić u mojej drogieg Przyjaciólki Marceliny. Jestem rozdarty niczem sosna ;)))

Marcelino, co to za instrument?
Wyobrażam sobie to granie... jak u cesarzy rzymskich.
-
2008/08/13 17:39:42
Mimo tak swobodnej i żartobliwej wymiany zdań powyżej, chciałbym Czytelnikom tego wątku zaproponować pobieżną analizę jednego z najważniejszych ustępów Katechizmu KK dotyczącego osób homoseksualnych i tak:
2359 Osoby homoseksualne są wezwane do czystości.
Znaczy to tyle, że są "nakłaniane", "wzywane proszone", "proponuje im się", bądź inne określenie ale zawsze różne od określeń "nakazuje się", "żąda", "wymaga". Zgadzam się, z tym bo kierowane jest to do członków tej społeczności. Każda grupa ma prawo do wewnętrznego regulaminu.
Następnie:
..."Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one - stopniowo i zdecydowanie - do doskonałości chrześcijańskiej"...
Zwracam szczególnie uwagę na zwroty "mogą" i "powinny" ... "przybliżać się"... "stopniowo".
Co to dla mnie znaczy? jak ja to czytam:
Ludzie, którzy pisali te słowa doskonale zdają sobie sprawę z NIEODWRACALNOŚCI tej kondycji, skłonności, dlatego występują tu słowa KLUCZE "stopniowo", "przybliżać się".
Znaczy to ni mniej ni więcej, że rozumiemy siłę emocji młodego człowieka, młodego organizmu, pragnienie miłości, ba, nawet bliskości. Wiemy, że upadniecie, że nie wytrzymacie, że pragnienie wygra. Nie lękajcie się! Namawiamy Was usilnie starajcie się, szukajcie tej drogi do Boga, która według nas jest właściwa.
Słowa "stopniowo" i "przybliżać się", są jednocześnie jasnym opowiedzeniem się w stosunku do radykalistów chcących zmaltretować osoby homoseksualne. Jeśli człowiek nie posiada charyzmatu, jeśli nie jest osobowością twardą i stricte uporządkowaną to nie zapanuje nad emocjami, nie jest w stanie, a takich ludzi są tysiące, jest przewaga!
"Stopniowo" i "przybliżać się" to także nie to samo co "osiągnąć", "od razu" i "stanowczo". Specjaliści doskonale wiedzą, co jest możliwe a co nie!
Problem pewnie w tym, że tego nie czytają ci co powinni i nie propagują ci co powinni.
Kościół boi się przyznania do rozumienia tej sytuacji, wybiera milczenie, milczy gdy wychodzą ataki. W moim pojęciu to grzech zaniechania pomocy wobec bliźnich.

Nie wymagajmy od Kościoła aby pomijał ten temat, tak jak nie wymagamy od muzułmanów porzucenia ich "dziwnych" zasad np.: zakazu picia alkoholu, modłów na klęczkach, nie wymusimy równouprawnienia dla kobiet i odkrycia przez nie twarzy, itd, itp. Cieszmy się, że mamy nasze dziwadztwa w naszej religii a nie tamte czy inne.

Żadna religia nie aprobuje w swych dokumentach homoseksualizmu, nie stawia go na równi z heteroseksualnym związkiem co najwyże nie zajmuje sie nim nadto.
Myslę, że można to zaakceptować i pamiętać o czymś ogromnie ważnym, o oddzieleniu państwa i kościoła, tak aby tym Ludziom można zapewnić godziwe życie tak jak zechcą.
Pozdrawiam cziwelubro vel "sztandar wolności" - katolik - jeśli nie ekskomunikowany.
-
2008/08/14 16:01:53
...odeszlam TERAZ juz bardzo daleko od rozwazan na temat kosciola, homoseksualizmu...te dyskusje wydaja mi sie malo esencjalne. gdzies daleko od tego, co naprawde wazne. dla mnie wazny jest tylko i wylacznnie powrot do TERAZ i drazenie tej dymensji mojego istnienia. obudzic w sobie boskosc. to moj temat na najblizsze dni, tygodnie, miesiace. to moj cel. transformacja siwadomosci.
nie czuje rezonansu. nie moge dyskutowac. mysle, ze przenoszac sie w swiadomosci do TERAZ tracisz ochote na dyskusje - bo ich podstawa jest polaryzacja pogladow - w TERAZ nie ma tej mozliwosci. mysle, ze TERAZ jest jedyna prawdziwa alternatywa aby skonczyc z calym "zlem" na swiecie. wojna, glodem, cierpieniem, wywyzszaniem sie ponad innych...lista jest dluga. zapraszam do TERAZ, tego perfekcyjnego miejsca w jakim zyjemy - jesli go odkryjemy. to moja filozofia. nie ma w niej miejsca na nic innego poza zyciem. to boski teren. sfera sacrum.
pozdrowienia z TERAZ!
-
2008/12/23 19:18:13
Mój komentarz jest nieco spóźniony, ale dopiero teraz odkryłem Twoje teksty. Bardzo podoba mi się Twoje rozumowanie, a odpowiedź na argumentację ludzi Kościoła o rozdzieleniu grzechu od osoby uważam za wyjątkowo trafne (mam na myśli tancerza i taniec).
Stosując najprostrze zasady logiki niesposób się z Tobą nie zgodzić. Każdy człowiek powinien mieć prawo do własnego szczęścia i dopóki w realizowaniu szczęścia nie narusza wolności drugiego człowieka ma do tego prawo. Kwestionowanie prawa homoseksualistów do sexu jest wyjątkowo zaściankowe.

Ale skoro powołujesz sią na Jezusa powinnaś wiedzieć, że zarówno Nowy jak i Stary Testament nie pozostawia tutaj żadnych złudzeń. Wg Biblii homoseksualizm jest grzechem. Poniżej cytaty ze św. Pawła:

Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą,... nie odziedziczą królestwa Bożego. 1 KOR. 6,9

Zresztą trzeba pamiętać, że prawa w ogóle są ustanowione nie dla tych, którzy żyją uczciwie, lecz dla tych, którzy źle czynią...; którzy dopuszczają się wszelkiego rodzaju rozpusty, uprawiają homoseksualizm, prowadzą handel niewolnikami, kłamią, składają fałszywe przysięgi i mają na sumieniu wiele innych występków sprzecznych ze zdrową nauką, stanowiącą treść przekazanej mi do głoszenia Dobrej Nowiny o Bogu, któremu należy się chwała i uwielbienie. 1 TYM. 1,9-11

Oczywiście co wydanie to inne tłumaczenie, ale sens pozostaje wszędzie ten sam.

Pozdrawiam
-
2009/09/14 19:31:55
Zawsze istniał pewien procent kochających inaczej i to, że tak właśnie jest można uznać za coś normalnego i zaakceptować to. Nie zgadzam się natomiast z twierdzeniem, że jest to miłość taka sama jak mężczyzny i kobiety ( niektórzy już twierdzą, że lepsza), że jest to normalne tylko trochę inne. Nie zgadzam się na propagowanie tej inności imię tolerancji. Nie chciałbym żeby moje dziecko,( szczególnie w młodszych klasach, gdzie nauczyciel staje się dla niego przez pewien okres wzorem i idolem) było wychowywane i kształtowane przez osoby z innym wzorcem miłości, na nauczanie w duchu równości tych zachowań seksualnych. Uważam, że, w niektórych krajach już przekroczono granicę absurdu i głupoty w imię tolerancji. Twierdzisz, że nikomu nie czynią krzywdy wiec niech robią to, co im się podoba. Według mnie czynią krzywdę ci, którzy domagają się równouprawnienia, możliwości zawierania małżeństw i adopcji dzieci. Próbują wprowadzić i uznać za normalne coś, co dla dużej części społeczeństwa takie nie jest. Jeżeli mam odrobinę wpływu na to, to wolę, aby mój syn był hetero a nie gejem .Gdyby było inaczej zaakceptuje to ale nie uznam za normalne i naturalne.
Piszesz ze Jezus nikogo nie potępiał, oczywiście, ale dalej mówił idź i więcej nie grzesz a Bóg, na którego powołuje się Jezus wręcz karał narody tym zboczeniem. Wydaje mi się, więc że powoływanie się na Jezusa w tym przypadku jest nieporozumieniem.
Czy można oddzielić człowieka od tego, co robi? ( Akceptuje ciebie, ale nie akceptuje tego, co robisz) Myślę, że tak. Po prostu trzeba mięć taką umiejętność. Osobiście znam dwie osoby duchowne, z których jedna ma tą cechę a druga nie ma. Zajmują się czymś podobnym, ale jestem przekonany, że wolałabyś mieć kontakt z tą pierwszą.
Jeszcze raz podkreślam uważam za normalne to:, że są i się kochają, ale nie akceptuję propagowania tych zachowań i ich unormalniania

Pozdrawiam
Grzechu
-
2012/08/21 20:51:24
" Powtarzam ci, ale już po raz ostatni, abyś przestał udawać wariata, zbrodniarzu łagodnie, monotonnie powiedział Piłat. Niewiele zapisano z tego, coś mówił, ale tego, co zapisano, jest w każdym razie dość, aby cię powiesić.
O, nie, o nie, hegemonie! w żarliwym pragnieniu przekonania rozmówcy mówił aresztant chodzi za mną taki jeden z kozim pergaminem i bez przerwy pisze. Ale kiedyś zajrzałem mu do tego pergaminu i strach mnie zdjął. Nie mówiłem dosłownie nic z tego, co tam zostało napisane. Błagałem go: spal, proszę cię, ten pergamin! Ale on mi go wyrwał i uciekł.
Któż to taki? opryskliwie zapytał Piłat i dotknął dłonią skroni.
Mateusz Lewita skwapliwie powiedział więzień."

Bardzo lubię ten fragment...
bo pasuje do wszystkiego prawie, niczym tarty ser... ;)
Macham.